Rynek się kurczy, przychody spadają, konkurenci walczą na wykrwawienie. W telefonii komórkowej trwa wojna. Cel: oberwać najmniej, zadać najwięcej ciosów rywalom i jako pierwszy liczyć zyski ze sprzedaży mediów w internecie.

Komórkowe wojny bez limitu

Kolejna wojna cenowa operatorów komórkowych właśnie się rozpoczęła. Klientom przyniesie tanie telefony i niższe rachunki. Ale w branży oznacza zażartą walkę, o której kulisach na co dzień nie pisze się w gazetach. Stres, pot, a nawet łzy i nieprzespane noce nie ominą postawionych w stan gotowości korporacyjnych armii Orange, T-Mobile, Plus i Play. W ich barwach gra w sumie 14 tys. pracowników, których do boju prowadzą prezesi Maciej Witucki, Miroslav Rakowski, Zygmunt Solorz-Żak i Joergen Bang-Jensen.

Ofensywa ofert nielimitowanych, rebranding Telekomunikacji Polskiej na Orange, a wcześniej Ery na T-Mobile oraz zmiana właściciela sieci Plus i wprowadzenie internetu LTE. Trudno znaleźć drugą branżę, w której dzieje się tak dużo. Nawet w bankowości walka konkurencyjna nie jest tak ostra: sieci komórkowe nie tylko wykrwawiają się nowymi ofertami niższych cen. Równie chętnie sięgają po inną broń: wzajemne pozwy, a także publiczne polemiki, w których rzecznicy potrafią przyznawać konkurentom tzw. karne pindolki.

Stawka jest ogromna: to rynek wart prawie 25 mld zł, a także próba znalezienia nowego modelu biznesowego. Powód: Polacy mają coraz więcej komórek, ale płacić chcą za nie coraz mniej. A gdy pieniędzy ubywa, a chętnych przybywa, musi się polać krew.

Wojna nielimitowana

Kolejną wojnę cenową rozpoczął właśnie Play, najmniejszy i najbardziej agresywnie grający dotychczas operator. – Słyniemy z tego, że zmieniamy rynek, więc ponownie szykujemy rewolucję – podkreślił Joergen Bang-Jensen, prezes sieci, przedstawiając pod koniec marca szczegóły nowej oferty. Za 79 zł miesięcznie zaoferował możliwość dzwonienia i SMS-owania za darmo do wszystkich sieci komórkowych. A za dodatkowe 20 zł także na telefony stacjonarne. Bez limitów, ograniczeń, kruczków prawnych zapisanych w umowie drobnym drukiem.

Takiej oferty jeszcze na polskim rynku nie było. Dotychczas klient dostawał pakiet darmowych minut, których liczba zależała od wysokości abonamentu. Po przekroczeniu trzeba płacić z cennika. – Play wprowadził ogromne poruszenie i wielką mobilizację u wszystkich konkurentów, niektórzy byli na to kompletnie nieprzygotowani – opowiada Witold Tomaszewski, redaktor naczelny branżowego serwisu Telepolis.pl.

– No to możemy już kupować pampersy – zażartował z kolei jeden z pracowników Plusa, gdy zobaczył, co się dzieje. Nie było mu jednak do śmiechu, bo wiedział, że jego firma też będzie chciała odpowiedzieć podobną ofertą, i to jak najszybciej. A to oznacza kilka dni siedzenia w pracy do późna, być może nieprzespane noce, a nade wszystko ogromny stres dla co najmniej kilkudziesięciu pracowników.

Wprowadzenie nowej oferty to praca rozłożona na miesiące, podczas których marketingowcy badają preferencje klientów, zanim ustalą konkretną cenę usługi. Potem trzeba zaprojektować i wydrukować plakaty, a także nakręcić spoty reklamowe. Teoretycznie nowy cennik można jednak stworzyć w kilka minut, bo papier przyjmie wszystko, a efekt zależy od inwencji marketingowców. By ich wizje zamieniły się w konkretną ofertę, dostępną w punkcie sprzedaży, każdy pomysł musi przejść przez dział IT. Jego pracownicy muszą wprowadzić nowe komponenty do systemu informatycznego i dokonać zmian w systemie billingowym. W normalnych warunkach zajmuje to co najmniej kilka tygodni, bo wszystko trzeba jeszcze przetestować.

– Odpowiemy błyskawicznie – podkreślił Miroslav Rakowski, prezes T-Mobile, kilka godzin po konferencji Playa. Już następnego dnia ogłosił niemal identyczną ofertę. – Czułem, że tak będzie – westchnął Joergen Bang-Jensen, gdy to usłyszał. Inni konkurenci też nie kazali długo na siebie czekać: Orange zapowiedział „no limit” już po kilkudziesięciu godzinach, a Plus wprowadził taką usługę osiem dni później. – Nie będziemy gorsi – zapowiedział DGP Zygmunt Solorz-Żak, prezes Plusa, dzień przed ogłoszeniem swojego „no limit” za 79 zł.

Wojna cenowa

W taki sposób operatorzy otworzyli nowy rozdział wojny wymuszonej przez rynkową sytuację. Z jednej strony klienci przyzwyczaili się, że ceny usług spadają i nikt nie myśli o tym, by płacić więcej, a to obniża wpływy sieci. Z drugiej ich model biznesowy ulega zmianie pod wpływem rozwoju technologii i internetu oferującego komunikatory sieciowe. – Operatorzy szukają nowych usług i modelu biznesowego, który pozwoli im zwiększać przychody – mówi Tomasz Kulisiewicz, analityk firmy badawczej Audytel.

Przedstawione przez nią wyliczenia nie pozostawiają złudzeń. Eldorado na rynku komórkowym trwało od końca lat 90. do 2005 r. W tym czasie jego wartość – czyli to, ile Polacy wydają na rozmowy i SMS-y – wzrosła z 3,9 mld zł do 29 mld zł. Na koniec tego roku, jak szacuje Audytel, wartość tylko rynku usług głosowych wyniesie jednak 15,6 mld zł. Ale nawet sumując inne przychody operatorów, da to kwotę około 25 mld zł.

Ten spadek to efekt m.in. deregulacji rynku i trwającej od 2006 r. wojny cenowej, do której doprowadziły działania kierowanego przez Annę Streżyńską Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Za jej kadencji pięć lat temu na rynku pojawił się Play, który – dzięki sprzyjającej polityce regulacyjnej i uprzywilejowaniu względem największych graczy – mógł agresywnie obniżać ceny. W ciągu sześcioletniej kadencji stawka za minutę spadła z 70 gr za minutę do 29 gr za minutę.

To przełożyło się na wzrost liczby klientów – liczba aktywnych kart SIM rośnie i na koniec roku wyniosła ponad 50 mln. Biorąc pod uwagę to, że Polaków jest 38 mln, rynek wszedł w fazę dużego nasycenia. A w takiej sytuacji operatorzy mogą już tylko wyrywać sobie nawzajem klientów.

Na taki efekt obliczona była oferta „no limit” Playa, który zakładał, że pozwoli mu ona odebrać konkurentom nawet kilka milionów klientów. Po pięciu latach od startu Play ma ich już ponad 7 mln, z czego znaczną część odbił większym graczom. Dotychczas udawało mu się to dzięki obniżkom cen, ale wkrótce nie będzie to już takie proste – operator traci bowiem regulacyjny przywilej, jakim jest asymetria w wewnętrznych rozliczeniach między innymi operatorami, dzięki której mógł oferować niższe ceny niż pozostali.

Wojna na słowa i karne pindolki

Ostra walka nie kończy się jednak tylko na cenach i ofertach. Nie ma drugiej branży, w której działaniom rynkowym towarzyszyłyby tak ogromne emocje samych pracowników wyrażane publicznie. Obserwatorzy spodziewali się, że nie zabraknie ich także tym razem. Tym bardziej że do potyczek słownych dochodziło w przeszłości niejednokrotnie, i to z bardziej błahych powodów.

W listopadzie ubiegłego roku Marcin Gruszka, rzecznik sieci Play, skrytykował na swoim blogu konkurentów za to, że nie obniżają cen za rozmowy, choć mogliby to robić dzięki spadkowi stawek hurtowych. „Kto za to płaci? Ano Wy, drodzy klienci. ( Przecież już jesteście przyzwyczajeni, że do Play drożej. Bardzo nie lubię! Należą się karne pindolki!” – napisał, wklejając grafikę z męskimi genitaliami.

Na zaczepkę odpowiedział Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange: „Marcinie, jaką krótką masz pamięć do MTR-ów. Dlatego pozwolę sobie być dla Ciebie jak Bilobil (preparat na poprawę pamięci – red.)” – napisał na swoim blogu. „Od 2007 roku mieliście niespotykaną w innych krajach asymetrię, na której zarobiliście megakasę. Według naszych szacunków mogło to być nawet ok. 1 mld zł. Waszymi sponsorami byli klienci Orange, T-Mobile, Plusa, TP... Kali ukraść krowę dobrze, Kalemu ukraść krowę źle” – podkreślił i dodał: „PS Wybacz, że, nie skomentuję pindolków, ale tak będzie lepiej dla nas obu :-)”.

Po wprowadzeniu „no limit” przez konkurentów Play wytykał im skopiowanie oferty, a także zagroził sądem Grzegorzowi Borsowi, członkowi zarządu T-Mobile, który powiedział, że to Play skopiował ofertę T-Mobile, a nie odwrotnie. Dodawał oczywiście, że operator pracował nad własną ofertą od dawna, bo inaczej błyskawiczna odpowiedź nie byłaby możliwa.

Wzajemne pozwy to jedna z broni często stosowana w rynkowej walce. Gdy na początku roku T-Mobile wprowadził ofertę, w której obiecuje klientom najniższe ceny smartfonów, Play natychmiast pozwał go za wprowadzanie klientów w błąd, bo doszukał się w niej nieścisłości. Grzegorz Bors przyznał potem, że by utrzymać gwarancje oferty, operator zmieniał ceny telefonów ponad 300 razy.

– W zasadzie operatorzy potrafią pozywać się nawet o brak przecinka. Ta praca wywołuje w ludziach duże emocje, a w walce konkurencyjnej wszystkie chwyty są dozwolone – przyznaje menedżer jednej z sieci. Co więcej, menedżerowie telekomów świetnie się znają, a niektórzy już ze sobą pracowali. Wojny pracodawców traktują jak element osobistej rywalizacji. – Nie wszyscy się lubią na tym rynku, nawet jeśli udają, że jest inaczej.

Każda okazja, by być górą, poprawia samopoczucie – mówi jeden z menedżerów. Po wybuchu wojny na nielimitowane oferty, choć Play nie pozwał nikogo za skopiowanie pomysłu, pracownicy nie odpuścili i wymyślili dowcip: Dział IT T-Mobile pyta dział marketingu: „Kiedy dostarczycie nam komponenty do nowej oferty?”. W odpowiedzi pada: „Jak tylko skończy się konferencja Playa”.

By zakpić z konkurencji, Marcin Gruszka zorganizował konferencję prasową w jednym z warszawskich punktów ksero, a na koniec publicznie przekazał T-Mobile kserokopiarkę. – Zastanawialiśmy się nawet, czy nie wystawić konkurentom faktury za usługi marketingowe. My wykonaliśmy całą robotę z badaniami włącznie, pokrywając ich koszty, a konkurenci zastosowali kopię – mówi Bartosz Dobrzyński, członek zarządu Play odpowiedzialny za marketing.

„Nasz biznes się kończy”

Obserwatorzy nie dziwią się tym emocjom, bo walka firm przekłada się na los pracowników i ich miejsca pracy. Już w tym roku zwolnienia grupowe przeprowadził Plus, program restrukturyzacji wprowadził też Orange.

– Polski rynek powtarza ścieżkę rozwoju rynków zachodnich. Wszędzie usługi głosowe czy SMS-y stały się powszechne i nie gwarantują już wzrostu przychodów – mówi Paweł Puchalski, szef analityków banku BZ WBK. Ze spadkiem przychodów z usług głosowych borykają się wszystkie duże telekomy na rozwiniętych rynkach świata, bo wszędzie doszły one do punktu nasycenia. Na rynku doszło też do deregulacji i pojawili się mniejsi agresywni konkurenci – jak na przykład Free we Francji, który jako pierwszy wprowadził oferty „no limit”, odbierając klientów konkurentom. Koncern France Telekom, do którego należy Orange, musiał zrewidować prognozy finansowe, a SFR doczekał się zmiany prezesa. Na świecie rosną tylko te rynki, gdzie nie wszyscy mają jeszcze komórki. Dlatego na przykład Orange sprzedał swoje aktywa w Austrii i przerzucił się na rynek egipski i iracki. Hiszpańska Telefonica w Europie praktycznie nie rośnie, ale w Ameryce Łacińskiej notuje dwucyfrowe wzrosty.

Oferta „no limit” była ostatnim rewolucyjnym posunięciem, jakie można było wprowadzić, ale także ryzykownym. Za 79 zł operatorzy walczą o klientów z najwyższej półki cenowej, jakimi są osoby płacące miesięcznie rachunki o wartości 80 zł lub większej. Należą oni jednak do mniejszości. Poza tym, gdy już raz przejdą na „no limit”, nigdy więcej nie zapłacą już wyższego rachunku.

Operatorzy wiedzą, że taka oferta nie wystarczy, by odwrócić negatywny trend. Skoro nie można zarobić na rozmowach głosowych, sprzedawajmy klientom dostęp do sieci – pomyśleli więc szefowie operatorów. Nadzieję dał im w Apple, który w 2007 r. wprowadził na rynek iPhone’a, dotykowy telefon pozwalający na wygodne korzystanie z mobilnego internetu. Choć klienci pokochali tę możliwość, okazało się, że wyciśnięcie z tego zysków nie będzie proste. Wprawdzie za internet trzeba zapłacić, ale nie są to na tyle wysokie kwoty, by zasypały dziurę powstającą po znikających wpływach z usług głosowych.

– Obecny rynek się kończy. Widać to nie tylko po spadających stawkach – żali się Marcin Betkier z działu regulacji Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora sieci T-Mobile. Choć klienci coraz częściej korzystają z nowych usług, to gros korzyści zabierają inni. Dziś aż 62 proc. łańcucha wartości trafia do dostawców treści, a tylko 17 proc. do operatorów, którzy ponoszą ciężar inwestycji w sieć. – Na razie jesteśmy jeszcze w stanie za to płacić, ale za chwilę to się skończy – mówił.

Według Audytela pocztę, Facebooka czy strony internetowe przegląda dziś w komórce ponad 4,4 mln klientów sieci, na koniec 2017 r. będzie ich prawie 7,7 mln. Ale taki wzrost użytkowników można porównać do sytuacji na drogach – gdy samochodów jest zbyt dużo, a nowych tras nie przybywa, tworzą się korki. Dlatego operatorzy muszą rozbudować sieć. To kosztuje, a sama sprzedaż internetu nie powoduje wzrostu przychodów. Potrzeba czegoś więcej. – Ratunkiem mogą być tablety, e-czytniki, laptopy i dostęp do płatnych treści, takich jak aplikacje, muzyka, wideo, gry czy rozrywka – tłumaczy Tomasz Kulisiewicz.

– Przyszłość to połączenie mediów z telekomunikacją – powtarza Zygmunt Solorz-Żak, prezes sieci Plus, której sprzedaż mają napędzać filmy, seriale i programy z biblioteki telewizji Polsat. Plus rozpoczął też sprzedaż wspólnych usług z operatorem płatnej telewizji Cyfrowy Polsat, a w portfolio Zygmunta Solorz-Żaka są jeszcze internetowa telewizja Ipla oraz uruchomiony w minionym tygodniu serwis muzyczny Muzo.pl, pozwalający słuchać muzyki przez internet za darmo. Plus próbuje nawet zarabiać na usługach bankowych w ramach uruchomioną wraz z BZ WBK usługą internetowego konta Avocado.

W podobnym kierunku poszedł Orange, wprowadzając w ramach rebrandingu ofertę Orange Open, w której klient może kupić usługi telefonii komórkowej i stacjonarnej, internet mobilny i stacjonarny, a do tego dostęp do telewizji. Operator pozwala także na wypożyczanie filmów. Że bez oferty medialnych treści daleko się nie zajedzie, zrozumiał też T-Mobile, który stworzył ofertę dla młodszej grupy konsumentów, tworząc MTV Mobile. Play stara się rekompensować brak oferty medialnej darmowym dostępem do popularnych internetowych serwisów, takich jak Onet, Facebook i Sympatia.pl. Operator zdecydował się też na uruchomienie własnego sklepu z muzyką.


Zbiory truskawek w Polsce mogą być najniższe od 40 lat

Tegoroczne zbiory truskawek w Polsce, która jest drugim największym producentem tych owoców w Europie, są najmniejsze od 40 lat z powodu szkód wyrządzonych na plantacjach podczas mrozów – prognozuje FAS, zagraniczny serwis rolny Departamentu Rolnictwa USA.Z danych Eurostatu wynika, że Polska jest drugim największym producentem tych owoców w Unii Europejskiej.Zbiory skurczą się nawet o 40 proc. z poziomu 166 tys. ton w zeszłym roku, kiedy wydajność z hektara upraw wyniosła 3,29 tony – napisał FAS w raporcie datowanym z 11 czerwca. W związku z takimi zbiorami zmniejszy się również eksport truskawek – relacjonuje raport agencja Bloomberg.Z danych Eurostatu wynika, że Polska jest drugim największym producentem tych owoców w Unii Europejskiej. Według FAS w zeszłym roku wyeksportowaliśmy 85 tys. ton mrożonych truskawek i 14 tys. ton świeżych owoców wartości 190 mln dolarów.“Zabójcze mrozy dotknęły wielu plantacji z powodu braku pokrywy śnieżnej’ – czytamy w raporcie amerykańskiej agen... ...

Berlusconi: czuję się zobligowany do tego, by pozostać w polityce

Były premier Włoch Silvio Berlusconi powiedział dzień po otrzymaniu wyroku 4 lat więzienia za oszustwa podatkowe w jego telewizji, że za swój obowiązek uważa pozostanie w polityce po to, by zreformować wymiar sprawiedliwości. Wcześniej mówił, że się wycofa.Silvio BerlusconiW sobotę Berlusconi w wywiadzie dla stacji Canale 5, należącej do jego telewizji Mediaset oświadczył, odnosząc się do wyroku mediolańskiego sądu: "Będą konsekwencje tego. Czuję się zobligowany do tego, by pozostać w polityce, by zreformować wymiar sprawiedliwości po to, by innych obywateli nie spotkało to, co mnie".Były szef rządu przypomniał, że Sąd Najwyższy oczyścił go wcześniej całkowicie z zarzutów również w sprawie Mediaset. "Czemu nie wzięto tego w ogóle pod uwagę?" - zapytał. "Być może sędzia był wobec mnie bardzo uprzedzony" - stwierdził Berlusconi. "A może - dodał - w tym wszystkim należy szukać wyjaśnień natury politycznej?".Zarzut oszustw podatkowych były premier uznał za "wymysł".Na mocy piątkowego wy... ...

Turcy zmodernizują Ursus. Będzie nowy traktor

Podczas polsko-tureckiego forum gospodarczego w Warszawie firmy Pol-Mot Warfama i turecki Hattat podpisały umowę o współpracy przy nowym ciągniku Ursus. Pol-Mot Warfama i turecki Hattat podpisały umowę o współpracy przy nowym ciągniku Ursus. Turecki minister gospodarki Zafer Caglayan przypomniał też, że Turcy prowadzą rozmowy ws. zakupu akcji LOT-u."Trwają rozmowy o wejściu Turkish Airlines do LOT" - powiedział Caglayan, pytany przez dziennikarzy o prywatyzację LOT-u. A wicepremier minister gospodarki Waldemar Pawlak, który wraz z Caglayanem otworzył środowe forum podkreślił, że wejście tureckiego przewoźnika do LOT-u doprowadzi do zwiększenia liczby połączeń między oboma krajami."Uchroni też polski LOT od zredukowania go do roli jedynie dostawcy pasażerów na jeden z głównych europejskich portów lotniczych, do czego mogłoby dojść, gdyby do LOT-u wszedł duży europejski przewoźnik" - mówił Pawlak.W środę w czasie otwarcia forum uroczyście podpisano kontrakt dotyczący Ursusa. Prezes ho... ...

Pobieranie wysokich odsetek może być przestępstwem

Wykorzystywanie trudnej sytuacji innych osób, która zmusza je do podpisania umowy na niekorzystnych warunkach, może stanowić przestępstwo. Zgodnie z art. 304 kodeksu karnego każdy, kto, wyzyskując przymusowe położenie innej osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, zawiera z nią umowę, nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.Dłużnik Pobieranie wygórowanych odsetek za pożyczone pieniądze, kupno gruntu za połowę ceny rynkowej czy zlecanie wykonania ciężkich prac za głodowe wynagrodzenie to nic innego, jak karalna lichwa lub wyzysk.Trudna sytuacjaPrzymusowym położeniem jest taka sytuacja pokrzywdzonego, że jest on zmuszony do zabiegania o udzielenie mu świadczenia niezbędnego do ochrony zagrożonego dobra, jakim może być np. podlegający licytacji komorniczej majątek, konieczność przeprowadzenia operacji u dziecka czy brak pieniędzy na żywność. Prz... ...

Roaming przestanie straszyć

Ceny rozmów przez komórkę za granicą zbliżają się do poziomu cen krajowych. Od 1 lipca pojawi się górna granica ceny za korzystanie w roamingu z internetu mobilnego w krajach UE, zapowiada "Gazeta Wyborcza".Do tej pory konsument korzystający za granicą z internetu płacił średnio od 2,21 do 4,45 euro za 1 MB danych (w zależności od formy płatności: pre-paid lub abonament). Daje to odpowiednio kwoty w przedziale od 8,84 zł za 1 MB do 17,80 zł za 1 MB. Według unijnego rozporządzenia górną granicą za 1 MB od 1 lipca będzie 70 eurocentów, czyli 3,57 zł.Unia nie powiedziała jednak ostatniego słowa: za rok stawka ma wynosić już 45, a od 1 lipca 2014 r. - 20 eurocentów. Co więcej konsument otrzyma ostrzeżenie (w postaci SMS-a lub wyskakującego okienka), że kwota za przesyłanie danych w roamingu zbliża się do ustalonego wcześniej przez siebie limitu wydatków. Będzie wtedy musiał potwierdzić, że zgadza się na przekroczenie tej kwoty. ...

Wiadomości

Brytyjska Izba Gmin niemal jednogłośnie za reformą energetyki

Aż 396 członków Izby Gmin zagłosowało za przyjęciem rządowego projektu reformy brytyjskiego sektora energetycznego. Przeciw było zaledwie ośmiu. Przedstawiciele opozycji liczyli na znacznie mniej jednostronny wynik głosowania.

Duże koszty eksploatacji mogą utrudnić rozwój polskiego sektora łupkowego

Dziennik Gazeta Prawna zebrał opinie kilkunastu zagranicznych ekspertów, którzy ocenili perspektywę wydobycia gazu łupkowego w Polsce. W ich opinii dużo bardziej niepokojące od przeciągających się prac legislacyjnych są duże koszty wydobycia polskiego surowca.

KOV produkuje na Ukrainie już ponad 560 tys. m sześc. gazu dziennie

Kulczyk Oil Ventures podłączył do urządzeń wydobywczych odwiert Makiejewskoje-16 zwiększając dzienną produkcję gazu do ponad 560 tys. m sześc. To kolejny rekord, jaki Spółka osiągnęła na Ukrainie. Całkowite wydobycie KUB-Gasu, w którym KOV ma 70 proc. udziałów przekracza już 800 tys. m sześc. dziennie.

Ceny ropy w Nowym Jorku odbijają po najmocniejszym od XII spadku zapasów surowca

Notowania ropy naftowej na giełdzie paliw w Nowym Jorku odbijają się po najmocniejszym od grudnia 2012 r. spadku zapasów surowca w USA - podają maklerzy. Baryłka lekkiej słodkiej ropy West Texas Intermediate, w dostawach na lipiec na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku, jest wyceniana na 93,98 USD, po wzroście o 67 centów.

Wyszukiwarka

Zadaj pytanie








4+3=?


Informacje o plikach "cookies"